poniedziałek, 31 października 2011

Halloween. Cmentarze i długi weekend nad morzem


Jesienna Platja D'Aro przypomina pustą wydrążoną dynię, z czym ogólnie nie jest nam źle, gdyż nie lubimy oblężenia turystów.

Obecny długi weekend mija jednak jakoś tak melancholijnie. Ciałem jestem tu a duszą zupełnie gdzie indziej.
 Brakuje mi tego przedświątecznego, cmentarnego krzątania. Źle czuje się z tym , że nie mogę na bliskich mi mogiłach zapalić symbolicznego znicza. Tęsknię za zapachem chryzantem i palcami oblepionymi w wosku, tak jak w czasach dzieciństwa.

Dziś zapaliłam świece przy urnach, które mieszkają razem z nami w naszym domku przy ulicy Salvadora Dali.
W Platja nie czuć dziś święta ani Świętych ani Zmarłych , tu nie ma cmentarzy. Gdzie nie gdzie, na wystawach sklepowych czuć Halloween i widać biegające, poprzebierane, hiszpanskie dzieciaki.

Tu w Platja D'Aro można za to pospacerować  nad morzem.
Powygłupiać się na pustym deptaku z przyjacielem.
Napić się kawy patrząc w spienione fale.
Porozmawiać z tymi co są z nami i z tymi, których już tu nie ma ale wciąż mieszkają, wciąż żyją w nas, w naszej pamięci i  w naszych sercach.














czwartek, 27 października 2011

Deszcz i sen o lataniu


Rozpadało się chyba na dobre.

Hiszpanie świętują z tego powodu, ja nie.
Nie powiem lubię jak popada, ale taki ciepły kapuśniaczek .

Kamil i Alberto czyli dzieci na deszczu
 Można wtedy potańczyć w deszczu niczym nimfa z wyciągniętymi do góry ramionami , poskakać jak dziecko pomiędzy kałużami. Jednak dziś  w Platja nie pada, lecz LEJE. Podobno sto litrów na metr kwadratowy. Teraz zrozumiałam , że mieszkanie na szczycie wzniesienia ma sens, bo nas przynajmniej nie zaleje. Dwa dni temu dzisiejszą ulewę zwiastowały wysokie fale.

 Dzień był słoneczny, morze nadal ciepłe, lecz spienione i mętnawe, straciło swe piękne barwy grynszpanu, lazuru i turkusu i stało się szaro zgniło zielone. Takie bleeeeeee.
Nie ma się co oszukiwać, tegoroczne lato minęło bezpowrotnie. Jednak jesienne , deszczowe wieczory tez maja swoje uroki. W kominku ciepły, tańczący z iskrami ognia płomień,


 na głośnikach odgłosy lasu, polskiego lasu, gęstego
 i tajemniczego, otulonego zapachem jodeł i świerków, za którym mi bardzo tęskno, a rękach  grzane piwo, które nasz przyjaciel Andriy nazywa "polski miodek".
Taka pogoda sprzyja malowaniu.
Namalowalam swój ostatni sen. Sen o zagubionej w lesie Didi, ktorą łzy zamieniły  w olbrzymiego  ptaka.
Chciałabym zrozumieć  sny.



wtorek, 18 października 2011

Motorowe szaleństwo


Dzisiejsze późne popołudnie należało do mężczyzn!
Razem z Alberto i naszym gospodarzem Iuceph'em pojechaliśmy do małej miejscowości, położonej dość wysoko w górach o ciekawie brzmiącej nazwie Romanya.

 Dlaczego tam?


W tym miejscu mieszka pewien starszy mężczyzna , który jest z zamiłowania kolekcjonerem starych motocykli,


 a tych  w swej kolekcji ma około trzystu i chciał aby Alberto, jako znana persona wśród fanatyków wyścigów motorowych i motocykli http://en.wikipedia.org/wiki/Alberto_Pagani ocenił jego kolekcję.


Mimo iż motory średnio mnie pociągają, to muszę przyznać , że niektóre z nich to istne perełki.



 Panowie oglądali, dosiadali, odpalali, wzdychali i wspominali........




Patrzyłam na Kamila i widziałam jak błyszczą mu oczy..........





-Co laska wsiadamy na tego pięknego NSU i odjeżdżamy?


-Och, już widzę mojego braciaka Daniela, ależ byłby tu szczęśliwy.


-Tak, Kasia by go z tego garażu nie wyciągnęła już do końca życia.


Kiedy panowie oglądali motory ja znudzona, podziwiałam krajobraz i oglądałam piękny , stary dom


 a towarzyszyły mi aż cztery fantastyczne psiaki.


Znalazłam piękne olbrzymie i rozłożyste drzewo kaktusowe oraz krzak z dojrzałymi owocami granatu.


Kilka z nich, oczywiście za zgodą właściciela zerwałam i teraz zajadam pisząc post...........................


poniedziałek, 17 października 2011

Jakby to było mieć łódź w Porcie D'Aro..............


Nigdy nie marzyłam o posiadaniu prywatnej łodzi, ba nawet o niej nie myślałam!
Pisząc łódź mam oczywiście na myśli pewien standard.


Natomiast Alberto, zaraz po motorach kocha łodzie. Oczywiście uwzględniając , że jako typowy Włoch ma na pierwszym miejscu słabość do kobiet i to niekoniecznie blondynek.
Alberto chciał dla mnie zerwać "kwiat"
Więc, jak tylko nadarza się okazja to wyciąga nas na spacer do portu.

daktyle




Droga do naszego miejsca docelowego jest bardzo przyjemna, obsadzona drzewami, krzewami , palmami i kwiatami.

Kamil z figowym liściem a w tle rozłożyste drzewo figowe

Sam port nie jest wielki, natomiast bardzo zadbany i zabudowany apartamentowcami o kształtach łodzi w kórych właścicielami mieszkań są oczywiście właściciele łodzi.


 I tu ciekawostka: jeśli chcesz wykupić sobie na stale miejsce do cumowania swojego "kutra" to musisz kupić w pierwszej kolejności mieszkanie w jednym z tych portowych budynków, a jego cena.............cena szokuje.

Mi osobiście odpowiadałoby mieszkanko w budynku na którego dachu rosną drzewa a pomiędzy nimi wbudowany jest basen.


Natomiast łodzie ,łodzie są niektóre wielkie i piękne a niektóre przyjemne chociaż maleńkie.

Mi osobiście wystarczyłaby taka nieduża, jak ta którą widziałam na jednym z ostatnich filmów o agencie James Bond, Alberto Marzy o Ferretti.


Popatrzeć i pomarzyć zawsze wolno........bo marzenia nic nie kosztują.

niedziela, 16 października 2011

Malowanki - Niespodzianki

Muszę się Wam pochwalić...........dostałam w ostatnich dniach dwa przepiękne prezenty..........
Dwóch mężczyzn , dwóch artystów , dwóch malarzy zadedykowało dla mnie swoje prace.......
Znamy się tylko z "widzenia"...a raczej wirtualnego widzenia, a mianowicie z serwisu http://www.digart.pl/
którego jesteśmy członkami, a na którego stronach mogą prezentować swoje prace artystyczne zarówno amatorzy czyli ja, jak i profesjonaliści.

Pierwsza dedykacje otrzymałam od Wiktora , http://vito99.digart.pl/ bardzo zdolnego i inteligentnego dwunastoletniego gentelmana, z którym łączą mnie wspólne zainteresowania z pogranicza magii, szamanizmu i sztuki starożytnych kultur i religii.

http://www.digart.pl/praca/6722223/BASTET.html


Drugą dedykacje otrzymałam wczoraj wieczorem i naprawdę nie wiem czym sobie na nią zasłużyłam. Oboje z Kamilem nie możemy nadal wyjść z zachwytu piękną pracą o magicznym tytule "Zaczarowana dolina".
Namalował ją bardzo utalentowany  współczesny malarz, który na stronach digart.pl używa pseudonimu Jan Mogiła http://janmogila.digart.pl/ .  Mogę tylko schylić głowę i powiedzieć  szczerze
 i z całego serca  "Dziękuję".

http://www.digart.pl/praca/6728004/Zaczarowana_dolina.html


Natomiast ja zakończyłam swoją serie "HALUCYNOGENNYCH KOBIET" i zastanawiam sie co teraz wieczorami malować......................

Catha Eduli
 http://www.digart.pl/praca/6715495/Niczym_bogini-Catha_Eduli.html



Passiflora Incarnata
http://www.digart.pl/praca/6717757/Passiflora_Incarnata.html#digart

Ayahuaska
http://www.digart.pl/praca/6723289/Ayahuaska.html#digart

Iboga
http://www.digart.pl/praca/6725766/Iboga.html#digart

Belladonna
http://www.digart.pl/praca/6727376/BELLADONNA.html#digart

sobota, 15 października 2011

Guell Park

Nie lubię dużych miast.
Tak, przyznaję się, jestem prowincjuszką i dobrze mi z tym.

Dowodem na to jest fakt, że gdy szefostwo mojego szpitala postanowiło zamknąć moje  miejsce pracy czyli Zakład Medycyny Nuklearnej ( z powodu tak zwanej "nie rentowności") mogłam przenieść się do oddalonej zaledwie o 80 km od Siedlec Warszawy i tam nadal kontynuować staż w zawodzie, jednak wybrałam trip w nieznane w poszukiwaniu sojego miejsca, gdzieś, gdzie cały rok kwitną kwiaty, krzewy i owocują drzewa, z okna widać morze i góry, a życia nie zakłóca Ci zgiełk ulicy.



Jednak w  tak wielkiej aglomeracji  miejskie, jak Barcelona można znaleźć miejsce gdzie  wybitny hiszpański architekt Antonio Gaudi umiejętnie pogodził miejskie elementy architektoniczne z pięknem miejscowej przyrody.

Ponieważ zbliżała się zima, Eusebi Guell bogaty przemysłowiec branży tekstylnej udał się do pasażu Gracia w Barcelonie, by kupić sobie cieple rękawiczki.

Gdy dotarł do właściwego sklepu, uderzyła go atrakcyjna , pełna fantazji aranżacja wystawy, spytał więc kto ją zaprojektował...
Eusebi z przejęcia zapomniał kupić rękawiczki ale ze sklepu wyniósł coś o wiele bardziej cennego, czemu zawdzięczamy punkt zwrotny w architekturze, znajomość z projektantem wystawy, którym okazał się świeżo upieczony absolwent uniwersytetu w Barcelonie- ANTONI GAUDI.
Tak oto Eusebi Guell stal się mecenasem Gaudiego, a przyjaźń ta zaowocowała jednymi z najpiękniejszych projektów architektonicznych w dziejach kultury.