niedziela, 14 lipca 2013

Gdzie coś zjeść we Wrocławiu? Część trzecia "Mały Leo w restauracji"

Bardzo lubię jeść. Jem od zawsze czyli chyba od kiedy się urodziłem a przynajmniej od kiedy tylko pamiętam. Mama mówi, że jestem głodomorkiem, a Bunia Basia, że wcale tego po mnie nie widać bo wszystko co zjem to zaraz przetwarzam czyli zamieniam na energię, dzięki której mogę zwinnie  poruszać moim malutkim ciałkiem.



 Rano kiedy się budzę to Mama i Tato jeszcze smacznie sobie śpią, więc muszę  głośno powrzeszczeć aby chociaż jedno z nich obudzić, a najlepiej obudzić mamę, bo ona nakarmi mnie swoim prywatnym mleczkiem. Od mleczka zawsze zaczynam dzień. Później podczas zabawy mam ochotę tez na inne smaczne posiłki, chociaż o niektórych z nich, jak to powiedział Tato  "mogę na razie tylko pomarzyć".



 Tak właśnie było wczoraj z kebabem. Razem z Mamą wybraliśmy się na spacer podczas którego odebraliśmy Tatę z hotelu, gdzie pracuje. Bardzo lubię chodzić po Tatę do jego pracy bo jest tam kilka przesympatycznych Pań, które zawsze mnie  biorą na ręce, przytulają  i mówią ze jestem cudowny, a ja w zamian za to staram się im ofiarować jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów.



 Kiedy tylko opuściliśmy hotel, Tato oznajmił Mamie, że jest bardzo głodny. Tato zawsze jest głodny, więc chyba mam duży apetyt właśnie po nim. Po krótkiej chwili decyzja padła na restauracje w której  w wielkim mieście jest najlepszy kebab. W momencie kiedy Tato otrzymał swój posiłek, ja także poczułem strasznie wielki głód w brzuszku. Najpierw na wszelkie sposoby próbowałem przekonać go aby oddał mi część swojego obiadku lecz właśnie wtedy dowiedziałem się, że o takim jedzonku to sobie mogę na razie tylko pomarzyć. Wtedy się strasznie głośno rozryczałem, bo nie ma sprawiedliwości na tym świecie.



 Mama zlitowała się nad swoim głodnym synkiem i wyjęła z torby mój śliniaczek-sztywniaczek z Kubusiem Puchatkiem, fioletową łyżeczkę i słoiczek z jedzonkiem. Obawiałem się że to będzie jeden z tych wstrętnych obiadków z kurczaczkiem albo innym nie dosolonym mięskiem, ale na szczęście był to mój ulubiony deserek o smaku jabłkowo- bananowo- jogurtowym. Po minach ludzi, którzy byli z nami w restauracji widziałem, że tego posiłku każdy z nich mi zazdrości.

Kebab King na ul. Świdnickiej



Puro Hotel ul. Włodkowica





Klubogaleria Szajba



1 komentarz:

  1. .... czyli Wroclawia glodna nie opuszcze /smiech/!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń