Uwielbiam, kiedy są "wszyscy" w domu i bawimy się wspólnie w rycerzy lub wikingów. W moim pokoju pomiędzy klockami, traktorami i samochodami można znaleźć miecze, dzidy, tarcze, przylbice, a nawet rycerska peleryne.
Mama mówi, że zabawy tematyczne są bardzo rozwijające i wskazane niezależnie od wieku.
Tydzień temu po raz drugi w moim życiu pojechaliśmy do Drohiczyna na "Zlot Słowian, Bałtów i Wikingów", czyli wielką zbiorową zabawę tematyczną.
Niech żałuje kto nie był.
Drohiczyn to niewielkie miasteczko nad Bugiem, gdzie od jedenastu lat ludzie "młodzi duchem", jak okresla ich mama, rozbijają namioty i tworzą osadę, która pozwala uczestnikom oraz przyjezdnym gościom-obserwatorom, przenieść się o setki lat w przeszłość.
Sobota w Drohiczynie była bardzo widowiskowa. Odbyły pokazy taneczne, bitwa Polan o Drohiczyn oraz inscenizacja Chrztu Polski, i tu przyznam się Wam bez bicia, że nie wiem o co chodzi z tym chrztem, bo mam tylko trzy lata, ale było fajnie.
Z wyprawy "na wikingów " prawie każdy z nas wrócił zadowolony. "Prawie, stanowi różnice" 😁 Tato najadl się wielką golonka ze świeżo zabitej swini, mój mały brat Eryk pojadl ciastek, Babcia Basia z przyjemnością posłuchała muzyki w wykonaniu kresowego zespołu a ja namówiłem tatę na zakup rycerskiego toporka. Tylko mama wróciła do domu osowiala i nikt przez kilka dni nie wiedział dlaczego. Dopiero przedwczoraj powiedziała z wyrzutem do taty Kamila, że podobały się jej wikingowskie kolczyki, a on się nie domyslil i ich jej nie kupił.
Wszyscy mówią jak ważna jest nauka języków obcych, a ja tak myślę sobie, że najważniejsza, w relacjach międzyludzkich, jest umiejętność czytania w cudzych myślach. Muszę poszukać szkoły, gdzie można się tej sztuki nauczyć.
Ragnar z żoną (jak widać bez kolczyków 😜)





















































